Category Kultura

NARODZINY WIELKIEJ KULTURY CZ. II

Niemniej, podobnie jak światło padając na różne przedmioty różnie je barwi nie przestając być jednym światłem, z jednego wychodzącym źródła i warunkującym ukazanie się oku wszelkiej barwy, w tych wszystkich tak różnych rozumieniach i przedstawieniach puścizny swojej Grecja starożytna przeżywa samą siebie. Żyje w nas jej wszechstronne i głębokie człowieczeństwo. Bo choć Grecy nie byli jedynymi, z których puścizny korzystamy: choć spierać się wolno, co ważniejszą gra rolę w dzisiejszej naszej kulturze – spadek po Helladzie, Rzymie czy po Izraelu – to oni byli pierwsi, którzy człowieka i rozum jego uczynili „miarą wszechrzeczy“ i tę zasadę zastosowali praktycznie. Wielką sztuką była sztuka plastyczna starożytnego Egiptu – subtelną, cieniowaną, pełną niewysłowionego uroku, albo potężną, imponującą swą harmonijną prostotą. Wydobywane obecnie spod piasków pomniki kultury babilońskiej, ela- mickiej i wcześniejszych jeszcze kultur, które rozwinęły się na kilka tysięcy lat przed pojawieniem się Greków na widowni, świadczą o rozwoju artystycznym wspaniałym. Ale dopiero u Greków widzimy świadome ujęcie najwyższego wzoru piękna w pięknie ciała ludzkiego, takim, jak się przedstawia oku nieuprze- dzonemu, nie stosującemu innych kanonów, jak tylko wysnute z doświadczenia rozkoszy wzrokowej i ze wskazań matematyki. Nie inaczej w literaturze. Te okruchy, które doszły do nas z literatury ludów starożytnego Wschodu i egipskiej, świadczą o potędze wyobraźni, o polocie, o ogromnym wyrobieniu formalnym. A cóż mówić o tym wspaniałym peanie pożądania miłosnego, w którym z każdego wersetu woła niecierpliwie oczekiwanie rozkoszy, krzyk nieomal bolesny, skarga i nadzieja – o biblijnej Pieśni nad pieśniami? Cóż mówić o Księdze Psa’mów, o całej wielkiej puściźnie literackiej Izraela? Ale nie komu innemu, tylko Grekom zawdzięczamy konsekwentne zajęcie się w literaturze rozwojem i walką namiętności i obowiązków czysto ludzkich, chociażby narzucone były przez bóstwa lub los. W człowieku rozgrywa się tragedia grecka lub między ludźmi, a bogowie tylko obserwują jej przebieg. Ludzka jest epopeja: wprawdzie występują w niej bohaterowie, ludzie ponad zwykłą miarę. Targają nimi żądze gwałtowne, dokonywają czynów wielkich, cierpią wytrwale. Niemniej są ludźmi tylko i na tym, że to przeżywają, co dla człowieka dostępne, zrozumia’e – polega ich wielkość, nie na tym, jak w tylu epopejach innych, żs są narzędziami bóstw. Pomijając filozofię indyjską, która na europejski rozwój umysłowy nie miała bezpośredniego wpływu – Grecy pierwsi wydali spośród siebie szereg myślicieli, którzy przedsięwzięli poznać świat zjawisk posługując się jedynie rozumem i doświadczeniem, którzy autorytetowi i objawieniu zakreślili nieprzekraczalne szranki, którzy postawili sobie za zadanie wszystko wyjaśnić i konsekwentnie stosowali zasadę, ż : cokolwiek jest, musi być zrozumiane, nie zaś wierzone.

Read More

Postać Matki Boskiej w Polsce – kontynuacja

W tym zespoleniu przedstawienia istoty świętej z jej wizerunkiem, tak daleko idącym, że dochodzącym nieomal do utożsamienia, przejawia się niewątpliwie pewna mentalność religijna, mało lub zupełnie niezdolna do rozróżnienia rzeczy świętej od jej wyrazu, czynności obrzędowej od wywołanego przez nią lub towarzyszącego jej wzruszenia, symbolu lub reprodukcji od treści istotnej i wzoru. Najwymowniejszym tego przykładem są tzw. „kalwarie“, których począwszy od końca w. XVI powstało w Polsce sporo, a z których żywymi dotychczas ośrodkami kultu pielgrzymkowego pozostały przede wszystkim wspomniane wyżej: zebrzydowska – najstarsza, wejherowska i wileńska. Wszystkich wzorem najpierwszym wydaje się być założona w drugiej połowie w. XVI kalwaria na Monte Santo w pobliżu Turynu, i wszystkie – jak owa najdawniejsza włoska oraz na jej podobieństwo powstałe kalwarie innych krajów zachodnich – miały trudną dla każdego, a dla olbrzymiej większości wiernych niedostępną pielgrzymkę do Jerozolimy i wędrówkę po tamtejszych miejscach świętych zastąpić namiastką tej wielkiej pielgrzymki. Pielgrzym odbywa w obrębie kalwarii wędrówkę od kapliczki do kapliczki, z których każda wyobraża jedną ze stacji Męki Pańskiej, przy czym wysiłek bardzo wielki włożony jest w uzmysłowienie wiernemu epizodów dramatu ewangelicznego oraz wywołanie w nim wzruszeń odpowiednich. Chwilami dochodzi do prawdziwej teatra- lizacji: np. w Kalwarii Zebrzydowskiej odczytywany jest zebranemu tłumowi wyrok, wydany na Jezusa przez sąd rzymski. Ceremonię tę poprzedza trąbienie, odczytującymi zaś są ludzie przebrani w niby rzymski strój. Gdzie tych inscenizacji teatralnego charakteru nie ma, zastępują je w dostatecznej mierze malowidła lub posągi realistyczne, dla wywołania większego złudzenia pomalowane. Ktokolwiek oglądał w Wejherowie obraz W domu Piłata, przedstawiający sąd nad Jezusem – z Piłatem, ubranym w piękną delię i kołpak futrzany niczym polski starosta z XVII w., śliniącym palec przy wertowaniu grubej księgi praw, z wąsatymi, o pijackich nosach, żołdakami rzymskimi uzbrojonymi w muszkiety i pistolety, pilnującymi Jezusa, i z tłumem Żydów ucharak- teryzowanych na znanych dobrze wiernym Żydów polskich: albo ktokolwiek pamięta w tymże Wejherowie obraz, przedstawiający „pławienie“ Jezusa w Hebronie, niczym w Polsce pławienie podejrzanego o czary – ten przyzna, że nie zaniedbano niczego, aby dramat ewangeliczny zbliżyć do wiernego, aby uczynić go bezpośrednio zrozumiałym, aktualnym, nieomal dotykalnym. Idzie się tak daleko, że nawet odległości pomiędzy kolejno odwiedzanymi stacjami Męki są wymierzone tak, by odpowiadały odległościom w Jerozolimie, że wybiera się teren obfitujący w spady i przecięty strumieniem, aby pielgrzym wysilił się naprawdę, wstępując na Górę Oliwną i musiał naprawdę przebrnąć potok Hebron. Jerozolima przeniesiona do Polski! Organizacja świętego miejsca osiąga tu maksimum teatralności, gorliwość zaś, z jaką lud polski pielgrzymuje do kalwarii, świadczy o tym, jak bardzo odpowiada mu to uzmysłowienie tajemnicy Męki Odkupienia i Zmartwychwstania, tak jak zachowanie się jego w czasie wędrówki od stacji do stacji oraz następne wypowiedzi uczestników pielgrzymek pozwalają stwierdzić, że przeżycia ich są nie tylko głębokie, ale że nie odróżniają ich oni od przeżyć, których by doznawać musiał rzeczywisty widz Męki Pańskiej, towarzysz historycznej wędrówki Jezusa od Wieczernika, poprzez Górę Oliwną, więzienie, sądy aż na Golgotę i do Świętego Grobu. Czas, który upłynął od chwili Męki, zatraca się. Tajemnica Odkupienia staje się tak aktualna, że przybiera postać zmysłowej rzeczywistości.

Read More

Wyspa Jabłoni

Nie zniknęły z niej jednak ani Wyspa Jabłoni, ani sama jabłoń. Ale straciwszy treść realną wraz z zanikiem pogaństwa i druidycznego kultu drzew klanowych, stały się czystymi symbolami literackimi o wybitnym charakterze mistycznym i po części mesjanistycznym. Siedzibę jabłoni odnajdujemy w późniejszej opowieści o św. Graalu. Jest nią Avalon — dosłownie „Jabłonowo“, w którym żyją nabożni anachoreci i skąd blisko do raju. Jabłoń zaś jest stałym tematem całej klasy utworów poetyckich, przypisywanych tradycyjnie Myrd- dinowi, tj. Merlinowi, legendarnemu poecie wieku V, niewątpliwie jednak młodszych o blisko pięćset lat. Utwory te, to tzw. Avallenau, tzn. „Jabłonie“.

Read More

Badania Dehna

Scharakteryzowana pokrótce kultura umysłowa i moralna jest właściwa najbardziej z powstania i z typu pracy nowoczesnej części proletariatu. W rzeczy samej, spostrzegamy w tej mierze dość znaczne różnice wśród tych, którzy z pracy swej żyją, i nawet wśród tych, którzy nie produkt swej pracy, ale pracę sprzedają. Badania Dehna przeprowadzone wśród młodzieży proletariackiej Berlina wykazały istnienie różnic postawy psychicznej pomiędzy grupami zawodowymi zależnie z jednej strony od młodości zawodu i braku tradycji, tkwiących w dawniejszych formacjach społeczno-gospodarczych, z drugiej – zależnie od stopnia industrializacji zawodu. A więc wśród reprezentowanych w Berlinie grup najgłębiej przeniknięci nie tylko poczuciem wspólności klasowej, ale okazujący najwyraźniej opisane przez nas pozytywne cechy intelektualne i moralne są robotnicy przemysłu maszynowego, elektrotechnicznego, chemicznego. Natomiast subiekci handlowi, nawet ci, którzy są zatrudnieni w wielkich domach towarowych, okazują skłonność do przejęcia drobnomieszczańskiego sposobu myślenia i drobnomieszczańskich norm moralnych, i to bez względu na przynależność klasową rodziny. Pomiędzy tymi dwoma krańcami mieszczą się, poczynając od najsłabiej kulturą proletariacką przenikniętych, naprzód te grupy zawodowe, które są obarczone starą tradycją z okresu pracy rzemieślniczej i które przeważnie jeszcze do dziś są zatrudnione w warsztatach małych i średnich, słabo zmechanizowanych. A więc np. piekarnie albo zawody na pól inteligenckie, wymagające przede wszystkim wysokiego stopnia sprawności ręcznej, niemal artystycznej, np. zegarmistrze, grawerzy. Sezonowcy i częstokroć jako chałupnicy zatrudnieni szewcy są bardzo uświadomieni klasowo i na ogół skłaniają się ku radykalnym prądom politycznym, mają jednak zwykle mniej zdyscyplinowaną umyslowość i są bardziej chwiejni w swojej moralności. Analogiczne badania przeprowadzone w Sankt-Gallen w Szwajcarii dały wyniki identyczne z berlińskimi, a obserwacja proletariatu tych ośrodków w innych krajach, gdzie w produkcji kapitalistycznej przeważa dotychczas typ manufaktury, pozwala stwierdzić, że czynniki rozwoju nowoczesnej kultury proletariatu nie dadzą się sprowadzić do położenia socjalnego. Paryska szwaczka sprzedaje tak samo pracę swą na godziny, jak górnik, hutnik czy robotnik w fabryce maszyn. Tak samo jak on nie ma żadnej pewności jutra. Ciąży nad nią również dyscyplina pracowni. 1 ona jest wydziedziczona, jest – po marksowsku wyrażając się – uczyniona „obcym“ elementem w społeczeństwie. Mimo to obserwujemy, że zarówno paryska szwaczka, jak robotnik wytwarzający tzw. articles de Paris [31], są najczęściej indywidualistami. Ich – bardzo zresztą uświadomione – poczucie wspólności położenia klasowego ma dążność do wyrażania się w formach nieorganicznych. Pod względem politycznym skłaniają się często ku socjalistycznemu „asocjacjonizmowi“ według wzorów Fouriera, Louis Blanc a, Prou- dhona. Często bywają syndykalistami-anarchistami. Pod względem umysłowym i moralnym przedstawiają bardzo często typ zbliżony do typu drobnomieszczańskiego z mocną przymieszką inteligenckiej cyganerii.

Read More

KULTURA RELIGIJNA WIEJSKIEGO LUDU POLSKIEGO CZ. II

Bywało tak zawsze i wszędzie, gdziekolwiek któraś z wielkich religii po wszechnych rozszerzyła się na Jud nowy. Zawsze przystosowanie się do rozwoju duchowego i do zakorzenionych zwyczajów krajowych bywało warunkiem powodzenia. Świadom był tego dobrze papież Grzegorz Wielki, gdy pisząc w r. 601 do wyprawionych przez siebie misjonarzy, działających wśród pogańskich Anglosasów, polecał im wstrzymywać się od burzenia świątyń dawnego kultu, gdyż lud przywykł w nich zbierać się, by czcić swoje bóstwa: polecał nie zwalczać zwyczaju zarzynania bydła i ucztowania wkoło świątyń w dni uroczystości pogańskich – a dbać o to tylko, by w świątyniach ołtarze Boga prawdziwego zajęły miejsce bałwanów oraz by dawne uczty, połączone z ofiarami pogańskimi, odbywały się w imię świętych. „Albowiem – pisał papież – nie ulega wątpliwości, że tępym umysłom niesposób odjąć wszystkiego naraz, gdyż ten nawet, który sili się osiągnąć najwyższy stopień (doskonałości), stopniami lub krokami się wznosi, nie skokami“.

Read More

Gałęzie produkcji miejsckiej w Galicji

Wszystkie te przemysły wioskowe ulegały może skutkom nie znanych nam kryzysów, ani chwili jednak działać nie przestały. Natomiast upadają lub kurczą się gałęzie produkcji miejskiej, które rozwinęły się wspaniale w okresie rzym- kim dzięki olbrzymiemu rozszerzeniu rynku i napływowi kapitałów – te przede wszystkim, które wytwarzały na wywóz i które zwłaszcza zorganizowane były w wielkie przedsiębiorstwa o standaryzowanej produkcji — słowem większość przemysłów wysuwających się na plan pierwszy w wieku I i II po Chr. Obserwujemy przy tym zjawiska bardzo znamienne. Weźmy garncarstwo. W okresie przedrzymskim występuje w Galii północno-wschodniej typ ceramiki zwanej „czarną“, dość lichej pod względem technicznym, z gliny źle oczyszczonej. Naczynia wypalone są nierówno. Wyrób zdradza rękę garncarza wioskowego, produkującego na rynek miejscowy. W okresie rzymskim ceramika ta znika zupełnie spośród skorup i naczyń odkopywanych w dawnych willach. Kraj cały zalany jest przez technicznie bardzo wysoko stojące wyroby wielkich warsztatów produkujących seriowo. Trwa to około dwóch wieków. Po czym, w okresie wielkich klęsk III w. po Chr., warsztaty te widocznie przestają produkować. I wówczas, zapomniana zdawałoby się zupełnie, pojawia się znowu ceramika „czarna“, przy czym zarówno braki techniczne, jak i kształt, barwa, odmiany są te same, co w okresie przedrzymskim. Znaleźli się po dwustu latach ludzie, którzy odnowili technikę dawną, zapomnianą od kilku pokoleń, natomiast niczego nie zapożyczyli od przemysłu okresu rzymskiego. Znów zadecydował tu włościanin, jego potrzeby i jego możność, jego smak wreszcie, nie zaś smak i technika mające swe uzasadnienie w warunkach produkcji i wymiany Imperium w czasach jego rozkwitu.

Read More

Organizacja Kościoła

Nie zamyślamy omawiać tu organizacji Kościoła, jej rozwoju, jej funkcjonowania w poszczególnych fazach jej związku z Imperium. Wystarczy stwierdzić, co wszyscy przyznają, jakiekolwiek by poza tym zajmowali stanowisko: to mianowicie, że tam nawet, gdzie władza rzymska wcześnie upadła, na Zachodzie, Kościół stał się kontynuatorem głównym jej tradycji organizacyjnej i jej myśli powszechnej: tam zaś, gdzie ta władza przetrwała, na Wschodzie, akcja polityczna państwa i działalność Kościoła zespalają się z sobą nierozdzielnie do tego stopnia, że życie państwa, z natury swej polityczne, znajduje swój wyraz religijny w Kościele. Powrócimy jeszcze do tej sprawy w związku z omówieniem granic zasięgu kultury zachodniej i kultury wschodniej. Obecnie stwierdźmy, że zarówno na Zachodzie, jak na Wschodzie Kościół przedstawia się jako organizacja współżycia i wymiany w najszerszym tego słowa znaczeniu.

Read More

Historia późnorzyinska i bizantyjska

We wszystkich wymienionych wypadkach przyjęcie nowej „wiary“ przez nawróconych miało niewątpliwie doniosłość olbrzymią, jako akt przystąpienia do wielkiej, międzyplemiennej, międzynarodowej, międzypaństwowej wspólnoty. Ale mylne jest, zdaniem naszym, upatrywanie w tym akcie symbolicznym faktu pierwiastkowego. Nawrócenie całych krajów i ludów było przygotowane przez zmiany zaszłe w warunkach ich życia zbiorowego, wewnętrznych i zewnętrznych. Wspominaliśmy już o tym, że Anglowie i Sasi w Brytanii stanowili warstwę zdobywców, pasożytującą na pracy społeczności miejscowej, znacznie wyżej od nich stojącej pod względem rozwoju cywilizacyjnego. Bytowali oni w Brytanii w warunkach szczególnych. Ta ich część, która nie wywędro- wala z kraju rodzinnego, ci Anglowie, którzy pozostali na germańskich wybrzeżach Morza Północnego, i ci Sasi, którzy nie ruszyli się z dorzecza Wezery, przeciwstawiali postępom chrystianizmu opór zacięty. By opór ten złamać, potrzeba było szeregu wojen, trzeba było bezwzględności Karola Wielkiego, trzeba było kilkakrotnych krwawych rzezi. A przecież nie byli to inni Sasi.

Read More

Pielgrzym, nawet samotny, jest zawsze czyimś posłem

Nie inaczej jest z pielgrzymkami w znaczeniu potocznym, zgromadzającymi wiernych ze znacznie większego obszaru, niekiedy – jak pielgrzymka do Częstochowy – z całego kraju. Odbywają się one również „kompaniami“ reprezentacyjnymi. Wprawdzie obok tych „kompanii“ i niezależnie od nich wędrują do miejsc świętych jednostki odosobnione, przybywające często z daleka, bo się „ofiarowały“ do Częstochowy czy do Kalwarii Zebrzydowskiej. Ale, niezależnie od pobudek osobistych, które zadecydowały o udaniu się poszczególnego wiernego do jednego z tych miejsc cudami i łaskami słynących, oraz mimo że ci odosobnieni pielgrzymi podejmują zwykle podróż z własnej inicjatywy i z osobistej nabożności, nie są oni nieomal nigdy przedstawicielami tylko samych siebie. Z reguły są jednocześnie pośrednikami nabożności szerszego lub szczuplejszego grona, które powierzyło im zaniesienie próśb do Boga przed cudownym obrazem Jego Matki, dokonanie w imieniu mandatariuszów i za nich określonych ćwiczeń nabożnych – np. wejścia na kolanach na święte schody w Wejherowie – złożenie ofiary pieniężnej, podanie różańca do pobłogosławienia. I gdy pielgrzym powraca, z łaski, której dostąpił, korzysta nie tylko on sam, ale także dom jego, rodzina, sąsiedzi, wieś i parafia. Korzysta bractwo nabożne, do którego należy. Zresztą łask tych zakładem są przyniesione przezeń z miejsca świętego dewocjonalia – obrazki, medaliki, różańce. Zakupi! je z pieniędzy, na ten cel sobie powierzonych, albo też :z własnych – w tym ostatnim razie rozdaje część ich jako cenne podarunki swoim najbliższym. A te obrazki, medaliki czy różańce mają udział w świętości cudownego obrazu. Leżały przed nim na ołtarzu, były doń przytykane, były przed nim poświęcone.

Read More

Lupercalia – dalszy opis

Że tak jest, potwierdza z jednej strony istnienie u wejścia do Lupercalu świętego drzewa figowego – drzewa płodności żeńskiej – zwanego Ficus Ru- minalis[27], pod którym właśnie karmione były bohaterskie bliźnięta przez wilczycę mającą legowisko w jaskini: z drugiej strony skojarzenie głównego z tych wilczych wychowanków i sobowtóra Marsa, którego zwierzęciem służebnym jest wilk, mianowicie Romulusa – z Nonae Caprotinae !28k świętem płodności Lupercaliom pokrewnym, w których centralną postacią było męskie drzewo figowe – święty caprificus. Celebrujące kobiety składały drzewu temu libacje i dary, po czym – po odbyciu bitwy na kamienie – odłamywały gałąź, czy to by ją obnosić w triumfie jak nasze maiki, czy też może by się nią wzajem okładać. Nonae Caprotinae mają wyraźnie charakter fallicznego kultu. Caprificus jest w całej Italii drzewem, w którym zawarta jest męska moc płciowa i jednocześnie apotropaiczna [291. Nie inaczej jest w Grecji, gdzie rfagucutoi l3°l, wypędzani z miasta jako wcielenia wszelkich mocy nieczystych i bici, są jednocześnie – jak wykazał Farnell – wcieleniami pomyślnych i płodnych mocy świętych i jako tacy obwieszani są figami żeńskimi i męskimi i uderzani gałęziami caprifici i łodygami mającej moc apotropaiczną sąuillae 1311 po organach płciowych. Otóż Nonae Caprotinae święcone są w tym samym miejscu, w którym zginąć miał oczom zgromadzonego wojska Romulus, czy to że został zamordowany, czy też że bogowie go porwali. Miejscem uroczystości jest Pole Marsowe u „Koziego Ragna“ – ad Caprae Paludem – i nie pomylimy się wnosząc, że wierzono, iż oczy ludzkie oglądały po raz ostatni Romulusa, gdy stał pod świętym drzewem figowym, tak samo jak oglądały go po raz pierwszy pod Ficus Ruminalis, gdy dzieckiem został przez pasterzy odkryty. Dzień zaś uroczystości — 7 lipca – uważany był za rocznicę zaginięcia Romulusa, tak że uroczystość Nonae Caprotinae była poniekąd zaginięcia tego upamiętnieniem.

Read More

Analogiczne wyobrażenia o obcej kulturze

Wszystkie opory przeciwko przejęciu kultury obcej, czy też poszczególnych jej elementów, wydają się mieć źródło w tym właśnie lub w analogicznych wyobrażeniach. Rzecz prosta, że wyobrażenia te nie mają jednakiej postaci na wszystkich stopniach rozwoju społecznego. We wszystkich wypadkach jednak dostrzegamy, że o niechęci, o potępieniu, o prześladowaniu decyduje nie tyle świadomość nowości, ile słuszny czy niesłuszny sąd o zgodności lub niezgodności z uznanym układem wartości i z przyjętym konwencjonalnym sposobem bycia. Im bardziej zróżnicowane jest społeczeństwo, jako to społeczeństwa obecnego typu europejsko-amerykańskiego, tym względnie mniejszy może być i jest opór, stawiany zapożyczeniom. Można w tych społeczeństwach myśleć indywidualnie, wyznawać Boga po swojemu albo nie wyznawać go wcale, można okazywać rozmiłowanie w sztuce japońskiej lub chińskiej, można usiłować przekonać opinię, że medycyna tybetańska jest lepsza od medycyny europejskiej. W tych zbiorowościach zróżnicowanych i zindywidualizowanych każde prawie zapożyczenie jest tolerowane i nawet uznawane w bardzo szerokich granicach, każde bowiem, zanim się upowszechni, rozszerza się w ograniczonym zakresie – w grupie zawodowej, w kręgu towarzyskim, w zrzeszeniu takiej czy innej natury, nigdy zaś nie sięga od razu w głąb, do wielkiej masy, i nigdy nie jest w stanie od razu wywołać zakłócenia ustabilizowanego systemu norm i stosunków. Zanim to nastąpi, element zapożyczony jest albo zasymilowany i jako taki przyczynia się do dalszego zróżnicowania i do wzbogacenia kultury, albo, jako nieprzydatny, zanika. Ale i w tych społeczeństwach spostrzegamy ustosunkowanie się różne do elementów różnych i podejmowanie walki z tymi z nich zwłaszcza, które wydają się sprzeczne z powszechnym obyczajem codziennym. Można w Europie uzyskać powodzenie produkcjami muzyki polinezyjskiej. Ale niechby kto próbował wyjść na ulicę w stroju polinezyjskiego eleganta, w naszyjniku kwiatowym i przepasce na biodrach, poza tym nago, to publiczność odda go pod opiekę pierwszemu z brzegu policjantowi. Te bowiem formy obyczajności, które obowiązują w Europie, są nakazem obowiązującym wszystkich, muzyka jest sprawą odświętną i sprawą smakoszów. Tego, co jest codzienne, szare, co związane ze zwykłym obcowaniem ludzi z sobą i co jest symbolem stosunków ustalonych między jednostkami i grupami – tego się broni. To, co tym nie jest, jest udostępnione wpływowi obcemu i im bardziej ma charakter peryferyczny, tym łatwiej bywa przez elementy obce przenikane – a nawet każde społeczeństwo chętnie wita każde zapożyczenie w tej mierze, w jakiej ogranicza się do peryferii.

Read More

Kultura robotnicza

Takie jest zdanie niemieckiego socjologa i psychologa społecznego, Geigera241, który dowodzi, że w rewolucjach wyłoniony przez masę tłum gra je- dynie rolę negatywną usuwania przeszkód, podczas gdy konstruowanie nowej rzeczywistości społecznej na pozostawionym przez masę pustkowiu przypada zorganizowanym elitom. Czy wreszcie sproletaryzowanie, spowodowane rozwojem industrializinu, pociąga takie sponiewieranie osobowości, że jednostka ludzka zatraca poczucie swojej osobistej godności, osobistej odpowiedzialności – przestaje być człowiekiem w pełnym znaczeniu tego słowa? Od czasu romantyków, przechodząc przez estetów i moralistów drugiej połowy XIX w., mniemanie to rozpowszechnione jest aż do chwili obecnej zarówno wśród inteligencji w szerokim znaczeniu, jak u przedstawicieli literatury, nauki, sztuki, jak wreszcie w ogóle w tzw. klasie średniej. Wrogości swej dla poniżającego człowieczeństwo industrializinu dawali wyraz dobitny i arystokratycznie litościwy dla „poniżonych braci“ Zygmunt Krasiński i zwracający się z utęsknieniem do piękna życia średniowiecznego esteta John Ruskin[-51, i ten wielki poeta i artysta, którego pęd twórczy doprowadzi! do socjalizmu – William Morrist2(i], i pierwszy teoretyk „chrześcijańskiego dernokratyzinu“, socjolog i moralista Le Play 127], i usiłujący odnowić Królestwo Boże w sercach ludzkich nihilistyczny moralista Tołstoj. Dla nich wszystkich – dla nieprzeliczonego zastępu tu nie nazwanych – godnym potępienia jest system produkcji, w którym – mówiąc tak często cytowanymi hez zrozumienia słowami Marksa – robotnik staje się tylko „dodatkiem do maszyny“. Wstrząs wywołany wojną i rewolucją rosyjską, wzmocniony obecnym kryzysem gospodarczym, spowodował nowy zwrot w tym samym kierunku. W prasie polskiej np. pełno jest, zwłaszcza pełno było w 1932 r., artykułów pisanych z różnych stanowisk, ale jednakowo zwróconych przeciw industrializmowi, któremu przeciwstawia się, jako typ produkcji hardziej ludzki, wytwórczość rzemieślniczą.

Read More